niedziela, 16 sierpnia 2015

Marzenia

<jak się popłakać w trzy minuty>

Podobno marzenia się spełniają, jeśli bardzo tego chcemy. Chcieć nie znaczy móc, niestety, przekonałam się o tym nie raz. Jak byłam mała chciałam tą cholernie drogą lalkę w różowej, balowej sukni. Nie dostałam. W gimnazjum marzyłam o najlepszym liceum (jakby szkoła średnia miała jakiekolwiek znaczenie. I tak chodziło się na korki, żeby dostać się na dobre studia) - nie dostałam się, poszłam do tego z drugiego miejsca na liście prestiżu. Dopiero studia mi się trafiły takie, jak chciałam, chociaż maturę też napisałam bardziej na farta, niż dzięki nauce od rana do wieczora.

I tu zaczynają się prawdziwe schody, bo medycyna to prawdziwa szkoła przetrwania. To moje marzenie od dziecka, jednak uczelnia rzuca niesamowite kłody pod nogi. Czasami czuje się jak ten ptaszek z filmiku na górze postu - poświęcam czas, energię, wkładam we wszystko masę pracy, a tak na prawdę nie mam pojęcia, czy to wszystko nie zmierza w kierunku nicości, bolesnego upadku, żeby tylko przez chwilę mieć złudzenie, że latam.

Może porywam się z motyką na słońce?

Tak może być. Nie wiem czy wytrwam, czy dam radę, ale mocno w to wierzę.
Wiara nie wystarczy oczywiście, jednak ciężko siedzieć w książkach w środku sierpnia widząc na fejsie zdjęcia znajomych opalajacych tyłek na Karaibach za pieniądze rodziców...

Muszę znaleźć motywację. I siłę.
Tylko skąd je zaczerpnąć?


Jeszcze września nie ma, a już jesienna depresja.
Muszę się zakochać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Archiwum

Aveline Gross